Wreszcie się wygrzebaliśmy i po długich i ciężkich ruszyliśmy do samochodu. Na całe szczęście uśmiechnięci i zadowoleni, że wyruszamy gdzieś razem. Monika stwierdziła, że musimy wyjechać wcześniej, bo mogą być korki. I wtedy dopiero zacznie się nerwówka. A tego chcieliśmy uniknąć. Wiadomo przecież. Żadne kłótnie i wojny nie były nam potrzebne. Więc jak zostało ustalone tak się stało. Siedzieliśmy w samochodzie. A ja byłam zadowolona, że zdążyłam. Że nie pakowałam się w ostatniej chwili, tak jak to było zazwyczaj.
Byłam z siebie po prostu dumna, I domyślam się, że Monika też była. Marcin z moją siostrą o czymś tam gadali, a ja miałam czas tylko i wyłącznie na własne przemyślenia. Nikt mnie nie prosił o zabieranie głosu, ani o nic innego. W sumie mi to bardzo pasowało. Chciałam trochę pomyśleć, jak to z tymi świętami zrobić i w ogóle. Bo mieliśmy to z Marcinem obgadać, ale żeby coś obgadać, to trzeba mieć jakiś pomysł. I ja takowego w głowie szukałam. Monika kilka razy spojrzała w lusterko, żeby zobaczyć co robię. Ale dała spokój. | |
|