Ostatnie podrygi
Zaraz po wypiciu kawy i zjedzeniu przepysznych tostów zaczął się szał na kółkach. Po raz setny sprawdzanie czy wszystko zostało zabrane. Sprawdzanie czy są dokumenty, bilety i wszystkie inne potrzebne rzeczy. Sama nie wiedziałam, w co ja mam włożyć ręce. Jeszcze trzeba było posprawdzać czy wszystko w mieszkaniu w porządku. Niby wiadomo, Monika zawsze będzie mogła przyjść i zajrzeć czy wszystko dobrze. Zresztą, ktoś musi podlewać kwiatuszki. Wszystko zresztą jej powiem, jak przyjedzie po nas. Bo kto inny jak nie Monia odwiezie nas na lotnisko. Wyrzucić śmieci. Umyć wszystkie naczynia. Tak, żeby nic nie zostało. Bo jak to będzie wrócić po półtoratygodniowej przerwie od rzeczywistości do brudnych naczyń. Myślami byłam już na plaży, ale musiałam zebrać się w sobie. Przecież jak dobrze pójdzie, to niebawem będę musiała myśleć o masie innych rzeczy. Nie wiem co nagle mnie natchnęło, ale pomyślałam o ślubie. A właściwie nie tyle o ślubie, co o dzieciaczkach. Jak się pojawi takie maleństwo na świecie, to już nie ja i głupie obawy będą najważniejsze.
| |