Obudziłam się dość wcześnie. Na zegarku była siódma. Marcina nie było już w łóżku. Chyba nie chciałam pytać gdzie jest. Chciałam wiedzieć gdzie jest, ale wolałam o tym nie myśleć. Wstałam, zarzuciłam szlafroczek i wyszłam na balkon. Powietrze było niesamowite. Ciepłe i suche. Ale byłam zachwycona. Słoneczko świeciło w najlepsze. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Wypada otworzyć, ale już widzę Wioletkę, która się drze, co robię u jej Marcinka. Ehhh…Ale pukanie się powtórzyło, więc postanowiłam otworzyć. Okazało się, że to kelner. Przyniósł śniadanko do mojego pokoju.
A właściwie naszego pokoju. Powiedział, że śniadanie jest od mojego narzeczonego, a on się tutaj zaraz pojawi. Podziękowałam z uśmiechem, wymuszonym, ale się uśmiechnęłam. Faktycznie, Marcin pojawił się jakieś pięć minut później z wielkim bukietem kwiatów. Zastał mnie na balkonie, ale jeszcze nie jadłam. Jakoś nie bardzo byłam głodna zresztą. Kiedy Marcin wszedł do pokoju to się odwróciłam. Podszedł do mnie i głęboko spojrzał mi w oczy. zabawki dla kotów | śmieszne prezenty |
|