A mój Marcin, nie zastanawiając się ani chwilkę poszedł do niej. Mi w oczach stanęły łzy. To było ponad moje siły. Aha, wspólny, cudowny i długo wyczekiwany wyjazd. Dobrze, nie ma problemu. Baw się dobrze. Zameldowałam nas, no bo co miałam zrobić, w pokoju. Pokoik był ładny, ze ślicznym widoczkiem. Marcinowi się spodoba, pomyślałam i się uśmiechnęłam. Po czym uświadomiłam sobie, że mój Marcin jest z Wioletką. Głupią blondyną, ubraną na różowo. Dziś nie mieliśmy nic zorganizowane. To był czas na rozpakowanie i aklimatyzację. Więc rozłożyłam swoje rzeczy i położyłam się. To było więcej, niż mogłam znieść i sobie wyobrazić.
Zasnęłam. Kiedy się obudziłam na podwórku zaczęło pomału zachodzić już słońce. Marcin siedział na balkonie. Nie chciało mi się do niego odzywać. Nagle rozległo się pukanie do pokoju. Marcin otworzył drzwi. Do pokoju wpadła landrynka (gdyby ktoś nie wiedział, to Wioleta) i zaczęła nadawać. A to już przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Przepraszam, ale ktoś chciałby tutaj spać, powiedziałam do nie. Popatrzyła na mnie jak na istotę z kosmosu. Nieruchomości Szczecin | |
|